Fiskus uśmierca kolejną firmę!

Mało kto dziś pamięta o aferze tzw. opcji walutowych sprzed 7 lat. Wówczas sprawa była głośna bo wiele firm było zagrożonych bankructwem wskutek niefrasobliwego działania niektórych zarządów. Co bardziej populistyczne partie domagały się wtedy wprowadzenia zasady anulowania opcji, czyli mówiąc innymi słowami, przerzucenia strat z firm na banki. Dziś sprawa ta ma niespodziewany finał w postaci kłopotów jednej z takich firm: giełdowej spółki Zakłady Magnezytowe Ropczyce SA. Tym razem spółkę postanowili zniszczyć, w imieniu państwa polskiego, urzędnicy Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie. Na naszych oczach fiskus uśmierca kolejną firmę!

Najpierw muszę wyjaśnić o co chodzi z tymi opcjami. Otóż firmy które dużo eksportują, mają problem z wahaniami kursów walut. Np. wysyłają do odbiorcy jakąś partię towaru i wystawiają fakturę w euro. Towar ma określoną wartość w złotówkach, która zostaje przeliczona na euro. Ale zapłata za tę fakturę przyjdzie z opóźnieniem, powiedzmy 60 dni. Jeśli w tym czasie złotówka się umocniła, to eksporter otrzyma za swój towar mniej złotówek niż zakładał przy wystawianiu faktury. Ponieważ marże w przemyśle są na ogół małe, to często zdarza się, że różnice kursowe ‚zjadły’ cały zysk, a nawet wygenerowały stratę. Eksporterzy, chcąc się zabezpieczyć przed wahaniami kursów, zawierają z bankami umowy zabezpieczające. To znaczy umawiają się, że bank, w określonym czasie w przyszłości, kupi od nich walutę, po z góry określonym kursie. Nazywa się to opcjami walutowymi. W owym czasie złotówka się stale umacniała, co skutkowało tym, że po każdym okresie rozliczeniowym opcji, firma uzyskiwała dodatkowy zysk. Dyrektorzy finansowi szybko spostrzegli, że zawierając więcej opcji walutowych – zarobią więcej. Więc niefrasobliwie mnożyli owe opcje i… zarabiali. Istne eldorado. Aż nagle przyszedł czas, że złotówka zaczęła się gwałtownie osłabiać. To co do tej pory, z punktu widzenia firmy, było zyskiem, zamieniło się w stratę. Firmy, które wykupiły nienaturalnie dużo opcji, poniosły gigantyczne straty. Oczywiście winę za taki stan rzeczy ponosiły zarządy, które z pazerności, zapomniały o ryzyku. Ale straty były całkowicie realne i dla niektórych firm – zabójcze. Jedną z takich firm była spółka Ropczyce. Wydawało się wówczas, że nic nie uchroni jej przed bankructwem. Ale udało się jej przetrwać dzięki umowie z bankiem o rozłożeniu spłat na raty oraz drastycznym programie oszczędnościowym zaaplikowanym przez nowy zarząd. Po latach spółka stanęła na nogi i dziś ma się świetnie. Właściwie to wczoraj miała się świetnie.  Dziś już nie, bo teraz postanowili ją zniszczyć urzędnicy urzędu znanego ze swojej wrogości wobec przedsiębiorców, czyli Urzędu Skarbowego.

Otóż urzędnicy przeprowadzili następujące rozumowanie. Spółka Ropczyce rzeczywiście poniosła straty i mając straty nie płaciła podatku dochodowego. Mało tego: duże straty z jednego roku, rozliczała w kolejnych latach odliczając je od zysków, które zaczęła przynosić. Wszystko zgodnie z prawem i logiką. Ale jednocześnie urzędnicy pomyśleli tak: przecież te straty powstały wskutek błędnych decyzji zarządu. Gdyby zarząd nie pakował się bez opamiętania w opcje, to nie byłoby strat. Więc należy udawać, że tych strat wcale nie było. Należy się zatem podatek dochodowy za kilka lat wraz z odsetkami. Razem 6,24 mln złotych. Powie ktoś, że absurdalność takiego rozumowania bije po oczach. Tak! I że firma wygra sprawę w każdym sądzie, nawet jeśli sędzią będzie żona dyrektora UKS. Tak! Ale wtedy, gdy sąd wyda wyrok, firmy już nie będzie. Bo 6,24 mln rozkłada ją całkowicie. Zarząd, jeśli chce być w zgodzie z prawem, musi złożyć wniosek o upadłość.

O niszczeniu biznesu przez wrogo nastawione Urzędy Skarbowe pisałem w blogu wielokrotnie. Jeśli ktoś oglądał film ‚Układ zamknięty’ Ryszarda Bugajskiego, to wie o co chodzi. Jest to możliwe dzięki klimatowi, jaki panuje w naszym kraju: tutaj Minister Finansów wydaje oficjalne okólniki ile firm ma zostać zniszczonych (80% – o czym pisałem tutaj i tutaj). Wiele firm po prostu pada pod naporem urzędniczej wrogości i zwykle opinia publiczna się o tym nie dowiaduje. Tym razem zrobiło się głośno, gdyż prezydent Pracodawców RP, Andrzej Malinowski napisał list do premier Ewy Kopacz, w którym apeluje o ‚natychmiastowe zablokowanie bezsensownego niszczenia Ropczyc’. I dalej pisze: ‚Szanowna Pani Premier, po co rząd wydaje pieniądze na tworzenie nowych miejsc pracy, skoro ten sam rząd niszczy już istniejące miejsca pracy? Może lepiej przesunąć pieniądze z budżetu Ministerstwa Pracy do Ministerstwa Finansów i wypłacić nagrody nadgorliwym urzędnikom bez niszczenia polskich firm?’

Jest takie powiedzenie: scyzoryk sam się otwiera w kieszeni. Zwykł się otwierać właśnie w takich sytuacjach, jak opisana powyżej.

4 komentarze

  1. teeoth 27/06/2015
  2. whiterose 28/06/2015
  3. x 28/06/2015
  4. mundur 29/06/2015

Zostaw komentarz