Król jest nagi!

król jest nagi!

Król jest nagi! Wychodzi na jaw wielka manipulacja Mateusza Morawieckiego.

Nie ma chyba nikogo, kto by nie słyszał o wielkich sukcesach rządu w poprawie ściągalności podatków. Wpływy z podatku VAT w roku 2017 były o 23% większe niż rok wcześniej. W liczbach bezwzględnych wyglądało to imponująco: do budżetu, z tytułu podatku VAT, wpłynęło o 30 mld złotych więcej niż rok wcześniej. Prawie wszyscy (łącznie z Gazetą Wyborczą) zgadzali się, że to wielkie osiągnięcie w uszczelnianiu systemu podatkowego i sukces Mateusza Morawieckiego. Natomiast ja, w blogowych wpisach twierdziłem, że nie ma żadnego sukcesu, jest natomiast manipulacja, wręcz oszustwo, rządu. Niestety moja hipoteza miała jedną wadę: z jej zweryfikowaniem trzeba było czekać do wyników roku 2018. Dziś znamy już wyniki za styczeń 2018 r. i wynika z nich, że miałem rację. Król jest nagi!

Na czym polegało owe oszustwo rządu? Chodziło o pewną sztuczkę w księgowaniu VAT-u, dzięki której przerzucono część wpływów z roku 2016 do roku 2017 a także w ciężar roku 2017 wpisano część wpływów, które powinny się pojawić w roku 2018. Ponieważ chodzi o sztuczkę dość prymitywną (cały jej mechanizm przedstawię w dalszej części wpisu), zatem większe wpływy w roku 2017 zostały okupione mniejszymi wpływami w roku 2016 i zostaną okupione mniejszymi wpływami w roku 2018. Żeby to dokładnie wyliczyć trzeba by przeanalizować całe lata 2016, 2017 i 2018. Czyli tak naprawdę oszustwo rządu będzie w pełnej krasie widać dopiero w pierwszym kwartale roku 2019 (gdy znane będą pełne wyniki 2018). Zatem Wielki Manipulator Mateusz Morawiecki doszedł zapewne do wniosku, że w marcu roku 2019 nikt nie będzie miał głowy do wyników roku 2017 i sprawa przyschnie. Smutne jest to, że chyba rzeczywiście miał rację i prawda o ordynarnej manipulacji nigdy się nie przebije do opinii publicznej. To jest zresztą bardzo dziwna sprawa: czemu nie trąbi o tym opozycja? Gdzie są niezależni eksperci i analitycy? Czemu specjalistyczne media poświęcone sprawom makroekonomii tak łatwo łyknęły tezę o uszczelnieniu systemu podatkowego?

Prawie równo rok temu opublikowałem wpis: Harce VAT-owskie, w którym opisałem pierwsze kroki Ministerstwa Finansów w jego wielkiej VAT-owskiej manipulacji. Zanim je w skrócie przypomnę muszę wyjaśnić, że wpływy z podatku VAT, które monitoruje ministerstwo i które podaje do publicznej wiadomości po zakończeniu każdego miesiąca, są wpływami netto. Czyli realna gotówka, która wpłynęła w danym okresie od podatników, pomniejszona o realną gotówkę wypłaconą w tym okresie przez Urzędy Skarbowe, jako zwroty. I właśnie zwrotami zaczęto manipulować na ogromną skalę w grudniu 2016 roku. W tym miesiącu wypłacono podatnikom zwroty, których termin wypadał w styczniu i w lutym 2017 roku. Grudzień i cały rok 2016 wypadł w związku z tym fatalnie, ale tym postanowiono się nie przejmować, koncentrując się na wynikach roku 2017. I rzeczywiście wpływy VAT-owskie w pierwszych miesiącach 2017 roku były rewelacyjne (bo prawie nie było zwrotów) i zaczęto trąbić o wielkim sukcesie. W moim wpisie pisałem: Sprytne manipulowanie zwrotami może spowodować dość równomierne rozłożenie efektów statystycznych aż do listopada. Czyli w okresie styczeń – listopad rząd wykaże znaczny wzrost wpływów z VAT-u. Z kolei w listopadzie i grudniu nastąpi gwałtowne wstrzymanie zwrotów, co też podbije VAT-owskie przychody netto. W ten sposób wykazany zostanie ogromny wzrost wpływów w całym roku 2017. I dokładnie tak właśnie się stało.

W czerwcu 2017 roku opublikowałem wpis: Księga zdziwień odc. 62, w którym rozwijałem tezy przedstawione we wpisie Harce VAT-owskie dysponując już wynikami za pięć miesięcy roku 2017. Napisałem wtedy: [dzięki manipulacjom] Cały rok 2017 okaże się rewelacyjny, zaś wpływy z podatku VAT mogą być nawet o 30 mld złotych większe niż rok wcześniej, co zostanie sprzedane opinii publicznej jako sukces w walce z wyłudzaczami podatku. Żaden wcześniejszy rząd nie potrafił sobie z tym problemem poradzić, a tu proszę: rząd PiS dokonał cudu i pieniądze zamiast trafić do złodziei – trafiły do budżetu. Będzie to naturalnie zwykłe kłamstwo, ale kto je wytknie? Dziś już znamy wyniki roku 2017 i wiemy, że wpływy z VAT okazały się większe… o 30 mld złotych (wzrosły ze 127 mld w roku 2016 do 157 mld w roku 2017). Moje prognozy okazały się bardzo precyzyjne.

Napisałem powyżej, że teza o manipulacji, którą stawiałem w przywołanych wpisach miała jedną wadę: była możliwa do weryfikacji dopiero w roku 2018. No więc czas na weryfikację. Oczywiście wstępną, gdyż dane z jednego miesiąca nie mogą niczego przesądzić, ale dobrze pokazują trendy. Gdyby w roku 2017 wzrost z wpływów VAT wynikał z uszczelnienia systemu podatkowego, to w kolejnych miesiącach roku 2018 wpływy powinny nie tylko się utrzymać, ale wzrosnąć mniej więcej o tyle o ile wzrósł PKB w tym czasie, czyli o ok. 5%. Tymczasem wpływy z VAT w styczniu 2018 r., w porównaniu ze styczniem 2017 r. spadły o 17% (z 21,9 mld zł do 18,2 mld zł). Czyli luka wynosi 17% + 5% = 22%. Dużo. (Dane zaczerpnąłem z artykułu w Business Insider).

Narzuca się pytanie, czy działania rządu zmierzające do ukrócenia wyłudzeń podatku VAT nie przyniosły żadnego rezultatu? Na pewno jakiś rezultat przyniosły, choć oczywiście daleki od przechwałek rządu. Trzeba pamiętać, że jest tylko jeden skuteczny sposób na uszczelnienie systemu podatkowego. Jest nim jego radykalne uproszczenie. Nasz rząd wybrał metodę odwrotną, czyli komplikację systemu. Takie działania, owszem zamykają pewne strumyki wycieku pieniędzy, ale też otwierają nowe możliwości dla oszustów. Saldo może być dodatnie, ale może też być ujemne. Pewne jest natomiast, że danie do rąk aparatu skarbowego nowych narzędzi do walki z przedsiębiorcami a także objęcie odpowiedzialnością za wyłudzenia podatkowe także osób niewinnych, które samy padły ofiarami oszustów, doprowadzi do zniszczenia przez urzędników wielu uczciwych firm, które dają zatrudnienie i dokładają swoją cegiełkę do PKB. Czy warto zapłacić tę cenę za kilka miliardów dodatkowych wpływów do budżetu? Moim zdaniem – nie warto. Tym bardziej, że dziesiątki miliardów są marnotrawione przez błędne decyzje polityków i rozkradane przez nową nomenklaturę.

Niniejszy wpis zacząłem od stwierdzenia, że król jest nagi, co było nawiązaniem do znanego powiedzenia wywodzącego się z baśni Hansa Christiana Andersena: Nowe szaty króla. Zakończę je innym znanym powiedzeniem, choć jego wydźwięk jest nieco przygnębiający: w kraju idiotów półgłówek jest królem.

2 komentarze

  1. maciek lepton 08/03/2018
    • Jan Adamski 08/03/2018

Dodaj komentarz

For security, use of Google's reCAPTCHA service is required which is subject to the Google Privacy Policy and Terms of Use.

I agree to these terms.