Litwa i Polska

Wilno, Ostra Brama z widocznym cudownym obrazem. Foto: wnieznane.pl

Kilka miesięcy temu, na Litwie przeprowadzony został sondaż, z którego wynika, że prawie 27% Litwinów uważa Polskę za państwo wrogie. Zajęliśmy „zaszczytne” drugie miejsce, po Rosji. Jako kraj przyjacielski, postrzega natomiast Polskę nieco ponad 12% Litwinów. W podobnym sondażu przeprowadzonym 8 lat temu, Polska, jako kraj wrogi, była postrzegana przez zaledwie 7%, a jako przyjacielski, przez ponad 50% Litwinów. Taka radykalna zmiana, w stosunkowo krótkim czasie, ma swoje źródło w postawach litewskich elit. Antypolonizm należy tam bowiem do dobrego tonu. Ciekawe, że litewskie elity zupełnie inaczej niż my, postrzegają naszą wspólną historię. Dla większości Polaków, czasy Jagiellonów to najlepszy okres w całej historii Polski. Byliśmy wtedy jednym z dwóch światowych supermocarstw (drugim była Hiszpania). Znaczna część Litwinów, w tym większość elit, uważa unię Polsko-Litewską za zły okres w ich historii. Przy czym główne zło upatrują w polonizacji litewskiego społeczeństwa, bowiem nawet oni dostrzegają niebywały postęp gospodarczy i cywilizacyjny, jaki wówczas nastąpił na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Panoram Wilna. Foto: onet.pl

Tak, jak powyżej napisałem uważam, że antypolonizm jest dziś dość powszechny na Litwie i większość tamtejszych polityków, w mniejszym lub większym stopniu przejawia taką postawę. (patrz także wpis: Orlen a Możejki) Obiektywnie rzecz biorąc jest to postawa niemądra z ich strony, bowiem z punktu widzenia interesów małego kraju, utrzymywanie dobrych stosunków z dużym sąsiadem, powinno być racją stanu. Ale Litwini najwyraźniej nie kierują się w polityce interesami, lecz emocjami. Pod tym względem biorą przykład z… Polaków. Przecież w polskim interesie jest utrzymywanie jak najlepszych stosunków z potężnym sąsiadem – Rosją. Ale ponieważ kierujemy się nie interesami, lecz emocjami, więc robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby stosunki z Rosją popsuć.

Zamek w Trokach. Foto: tapetus.pl

A wracając do atypolonizmu litewskich polityków. Żaden z nich nie jest w stanie przebić pod tym względem pani prezydent Dalii Grybauskaite (niedawno rozpoczęła drugą kadencję, jako prezydent Litwy). Muszę wyznać, że nie przepadam za tą osobą i to nie tyle ze względu na jej antypolonizm, ile ze względu na megalomanię. Pani prezydent Grybauskaite uważa, że odgrywa istotną rolę w polityce europejskiej i jej osobistą zasługą jest wzrost znaczenia Litwy na arenie międzynarodowej. W jej mniemaniu dzieje się tak głównie dlatego, że… zna ona język angielski. Może (to jej słowa) w każdej chwili zadzwonić do dowolnego premiera lub prezydenta i wyłuszczyć mu litewskie problemy biegłą angielszczyzną. Na własny użytek nazywam panią prezydent Grybauskaite „Nylon Lady”. Raz, że jest to ironiczne odniesienie do Iron Lady – Margaret Thatcher (tak się ma pani Grybauskaite do pani Thatcher, jak się ma nylon do żelaza), a dwa, nawiązuje do fryzury pani prezydent Grybauskaite, do której słowo „nylon” pasuje, jak żadne inne.

Prezydent Dalia Grybauskaite. Foto: 15min.lt

6 komentarzy

  1. mirek 13/08/2014
  2. WIESIULA 14/08/2014
  3. leszek55 01/02/2015
    • Kewin 04/07/2015
  4. taxus 30/05/2016
    • Jan Adamski 30/05/2016

Zostaw komentarz